Copyrights Krystyna Hoła 2016                          Created by 2Sides with WebWave CMS

artykuły

strona główna

o mnie

kontakt

wydania

wiersze

Czesław Miłosz. Inspirujące pragnienie Boga.

 

Czesław Miłosz należy do tych twórców, którzy całą swoją osobowością i twórczością "wyrażają wiarę w istnienie porządku świata, zbudowanego na Bożym planie i w tajemniczy sposób podporządkowanego odwiecznemu zamysłowi stwórczemu[1]"Nie oznacza to, że wiara pisarza była silna i trwała, raczej mamy do czynienia z inspirującym pragnieniem Boga, polegającym na nieustannym poszukiwaniu dowodów na Jego istnienie. Miłosz z niezwykłą wytrwałością starał się zrozumieć naturę Stwórcy i odnaleźć potwierdzenie Jego działania, obecności. Poglądy i postawy przekazane w dzieciństwie będą towarzyszyć poecie w całym życiu, przyczyniając się do zwycięstwa światopoglądu religijnego. Zaowocują nieraz powrotem do Tego, który, jak wydaje się, milczy. Pisarz do końca będzie starał się uporządkować myśli, wzbogacając swoją poezję o metafizyczną przestrzeń. Mimo wszystko, a czasem wbrew wszystkiemu. Zaprzeczając rozumowemu ujęciu świata. Bo Jego nie można objąć intelektem.

Jaką duchową drogę odnajduje czytelnik w dorobku Miłosza? Jak widzi i rozumie Boga pisarz? Czy wychowanie odegrało tu jakąś rolę? Czy z pomocą jego tekstów można odtworzyć proces dojrzewania intelektualno-duchowego? Na te pytania (i nie tylko) postaram się odpowiedzieć w niniejszym artykule.

 

 Czas nad Niewiażą

 

  Ta droga zaczyna się we wczesnym dzieciństwie, kiedy jeszcze mało świadomy Czesław choruje na dyfteryt. To, co powtórzą mu we wspomnieniach dorośli, Miłosz uwieczni w autobiograficznej powieści Dolina Issy:

 

Matka (…) biła głową o ścianę i na kolanach szła przez pokój, krzycząc, błagając zmiłowania. Podniosła złączone ręce i przysięgła: że jeżeli (…) Tomasz wyzdrowieje, ona odbędzie pieszo pielgrzymkę do cudownego obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie. I natychmiast nastąpiło polepszenie[2].

 

Weronika Miłosz była praktykującą katoliczką, która nie potrafiła wyjaśnić synowi prawd teologicznych, ale za to z rozbrajającą szczerością mówiła: „Każdy chwali Boga, jak umie”[3].

Miłosz zostaje wychowany w atmosferze „świętości rozproszonej”[4], co można wyjaśnić jako typową mieszankę wiary w Boga i diabelskie moce z wyobraźnią pogańską. Mocne związanie z matką i jej silne związanie z katolicyzmem to pierwszy pomost między małym chłopcem z Litwy a Stwórcą. Ukaże to w wierszu o swoich przeżyciach wewnętrznych, gdy boso biegał nad Niewiażą, wyczuwając Obecność:

 

Pełno jej było w powietrzu, dotykała, obejmowała mnie.

Przemawiała do mnie zapachami trawy, fletowym głosem wilgi,

ćwirem jaskółek[5].

 

  W jego rzeczach osobistych z dzieciństwa znajdował się obrazek otrzymany od księdza, na którym Matka Boska podobna była do jaskółek. W dziecięcej wyobraźni mieszała się wiara z przyrodą i pięknem, poczuciem estetyki, które już zawsze będą wiernymi towarzyszkami poety. Natomiast Bóg – ten zawsze będzie go zaskakiwał:

 

Zesłał mu na pocieszenie myśli, jakie dotychczas nigdy go nie nawiedzały. Lubił rozkraczać nogi, stojąc na trawniku, pochylać się i patrzeć przez ich bramę na drugą stronę: tak odwrócony, park okazywał się niespodzianką. Post również przemieniał nie tylko jego, ale także to, co widział. Więc czy wtedy świat przestawał być, czym był dotąd? Nie. I to nowe, i to dawne istniało w nim równocześnie. Jeśli tak, to może niezupełnie ma się rację, wytaczając pretensje do Boga za to, że źle wszystko urządził, bo skąd można wiedzieć, czy któregoś dnia nie obudzimy się i nie odnajdziemy jeszcze jednej niespodzianki[6].

 

  Miłoszowi jako dziecku nie była też obca modlitwa, jak sam wyznaje w noweli Obrachunki, kiedy to przerażony złudnym widmem choroby w rodzinie, patrzył na „kruchość i chwiejność charakteru”[7] stryja chorego na gruźlicę, który poddał się zupełnie swojej niemocy. Pisarz szukał więc pomocnej dłoni, która dawałaby ochronę i poczucie wsparcia, gdyby los wystawił go na próbę:

 

Modliłem się, modliłem się naprawdę, błagając Boga o siłę, tylko o siłę[8].

 

  Chodziło o posiadanie siły wewnętrznej, o pewien dar przekraczania siebie, upór w dążeniu do celu z zachowaniem godności, umiejętność pokonywania własnych słabości wynikających z uwarunkowań charakteru i odziedziczonych cech rodzinnych. Jego wiara była ufna i pełna nadziei, a kolejne lata potwierdzą, że został wysłuchany.

 

Dorastanie

 

  Po tych wydarzeniach przyszedł zły i „posiał chwast”[9]. Miłosz jako gimnazjalista nadal fascynował się przyrodą (jeszcze jako starszy poeta ciągle malował kwiatki na marginesach wierszy). W młodzieńczym wieku poznawał świat natury, przeglądając atlasy, zgłębiając botanikę, ornitologię, został kustoszem Koła Miłośników Przyrody. Jego ojciec zajmował się myślistwem i zabierał go na polowania. Porównywanie się z ojcem, który w tych dziedzinach go przewyższał, przyniosło tylko ból i brak wiary w swoje możliwości, a świat przyrody stracił początkowy urok, popychając w stronę pytania unde malum?

 

Jeżeli prawem Natury jest morderstwo, jeżeli przeżywa silny, a ginie słaby, i tak od milionów, milionów lat, gdzie jest miejsce dla dobrego Boga? Czemu człowiek na malutkiej gwieździe zawieszonej w pustce, nie więcej znaczącej niż drobnoustroje pod mikroskopem, wyłącza swoje cierpienie, takie samo jak ptaka z przestrzelonym skrzydłem i zajęcy pożeranych przez lisy, dlaczego ono ma być tylko godne uwagi i Odkupienia?[10]

 

Jego rozumienie Boga jest, jak u większości ludzi w tym wieku, pełne dziecięcej wyobraźni, w której Bóg stwarza harmonijny świat, i ten raj trwa do dziś. Ale brakuje mu zrozumienia prawdy teologicznej o grzechu pierworodnym i jego konsekwencjach, co tłumaczyłoby przemoc w przyrodzie. Pierwszy grzech, zgodnie z myślą św. Augustyna i św. Jana Pawła II, polega na miłości siebie, aż do negacji Boga. Z negacji istnienia bytu najwyższego rodzi się pokusa zastąpienia Boga, oceniania według osobistego uznania, co jest dobre, a co złe. Stąd biorą się wszystkie tragedie człowieka, aż po systemy totalitarne. Człowiek poznał dobro i zło, a więc rości sobie prawa do uznawania, co jest dla niego, a nawet dla innych najlepsze. Niestety nie posiada tak wnikliwej wiedzy. Gubi się w domysłach, sprawia cierpienie, ale przede wszystkim nie może odpowiedzieć sobie na pytanie – skąd zło? Tendencja do zaprzeczania istnieniu Stwórcy ma korzenie w filozofiach pooświeceniowych i w różnych formach trwa do dziś.

 

Odrzucono to, co najgłębiej stanowi o człowieczeństwie, czyli pojęcie ‘natury ludzkiej’ jako ‘rzeczywistości’, zastępując ją ‘wytworem myślenia’ dowolnie kształtowanym i dowolnie zmienianym według okoliczności[11].

 

  W gimnazjum Miłosz odkryje jeszcze inne prawa rządzące w świecie wierzących dorosłych, z którymi nigdy się nie pogodzi. Spotkanie z nauczycielem religii – księdzem Chomskim, rygorystykiem, oraz cotygodniowe msze w elitarnym towarzystwie zaskoczyły młodego człowieka, dla którego wiara była czymś czystym i pełnym szczerości: „Jak to może być, żeby ich Bóg był jednocześnie moim Bogiem?”[12]. To zdziwienie, a poniekąd bunt doprowadzą do nieustannych prób zrozumienia, zgłębiania myśli religijnych i w końcu do odkrycia, że zło opanowało nie tylko naturę, ale i człowieka. Pojęcie dobroci Boga splecie się u Miłosza z przekonaniem o panowaniu zła, którego nie umie wyjaśnić. Jednak mimo licznych wahań i rozczarowań poeta nie rezygnuje z pojęcia Boga jako Opatrzności, a siebie nazwie sekretnym zjadaczem trucizn manichejskich[13]. Według księdza Jerzego Szymika manicheizm wziął się z głębokiej wrażliwości i chęci wyjaśnienia cierpienia:

 

Nie ugrzązł w doktrynalnych zawiłościach ani w teologicznych sporach o detale, ani w heretyckim zaułku[14].

 

Ksiądz Józef Tischner wręcz twierdzi, że podążając „diabelskim tropem”[15], drążąc niemal obsesyjnie temat zła, autor dozna głębokiej duchowej przemiany.

 

Paryż i Oskar Miłosz

 

  W 1935 roku Miłosz przebywa w Paryżu i odwiedza schronisko dla bezrobotnych Polaków w Levallois-Perret, gdzie odkrywa straszne miejsca, brudne baraki i garaże oraz utrudzonych nędzą ludzi, bezradnych i sięgających po alkohol. Skutkiem tego będzie najpierw bunt przeciw tym z Champs-Elysees, który w wierszu Pieśń Levallois zamieni się we współczucie i modlitwę- prośbę:

 

Boże, miej litość nad Levallois,

Wejrzyj pod dymem zatrute kasztany,

Daj chwile szczęścia słabym i pijanym,

Dłoń Twoja mocna w opiece ich ma.

(…)

Ciemność. Milczenie. Most daleki gra.

Wiatr w Kainowych drzewach dmie strumieniem.

Nad pustką ziemi, nad ludzkim plemieniem[16].

 

W tym samym roku nadszedł też przełom w światopoglądzie Miłosza, na co wpływ miał jego stryj, Oskar Miłosz. Ich spotkanie zaowocowało oryginalnymi i nieortodoksyjnymi koncepcjami teologiczno-poetyckimi związanymi z mistyką i metafizyką światła[17]. Sam poeta uwieczni go w wierszu Czeladnik:

 

Biografia tego człowieka jest, moim zdaniem, tak ważna,

Jak życiorysy świętych i proroków,

Bo wykracza poza tak zwane zjawiska literackie[18].

 

Spotkanie spowoduje zmianę w dotychczasowym myśleniu. Pozwoli znaleźć Miłoszowi sens jego istnienia jako poety, który nadał mu sam Stwórca. Oskar Miłosz sięgał do Biblii, a konkretnie do proroków, i z nimi utożsamiał pisarza. Uważał, że tego rodzaju talent jest darem Boga, zaplanowanym od zawsze. Poeta to ktoś, kto dostrzega więcej i pośredniczy między Bogiem a ludźmi:

 

Pobyt każdego z nas każe nam przypuszczać, że obarczono nas jakąś misją i że z tego zadania każdy musi się wywiązać, że jest po to, by czynić, i tylko w czynie jest sens, tylko czyn usprawiedliwia[19].

 

Od tego momentu w poezji Miłosza można odnaleźć coraz więcej odniesień do wiary. Pisarz w sposób radykalny przekroczył swoje wcześniejsze wahania, prezentując nam szczery obraz człowieka uwikłanego w ciało, który dogłębnie odczuwa swoją małość i słabość, ale mimo to skłaniającego się w stronę Boga:

 

Nie mogłem Go jednak odróżnić od rytmu mojej krwi

I fałsz jakiś czułem, dążąc modlitwą w zaświaty.

Nie byłem człowiek duchowy, ale wciałowzięty[20].

 

Ukazuje swoją duchową drogę, wewnętrzne i bardzo osobiste doświadczenie, prawdziwe szukanie Tego, który się ukrywa. Wyczuwa pierwiastek popychający w stronę zła, a jednak żywi mocne przekonanie o istnieniu siły boskiej. Miłosz staje się obrońcą tego, co daje „nadzieję, płynie pod prąd daremności”[21], wierzy głęboko w istnienie „poza” – poza zrozumieniem umysłu człowieka, poza życiem i śmiercią. Nabiera pewności, że nic nie dzieje się przez przypadek, że wszystko, co ma, i to, kim jest, skrywa głęboką wartość i sens. Jakby przyglądając się własnej refleksji, pisze:

 

I skąd wiara, że tętno niecierpliwej krwi

Spełnia zamysły milczącego Boga[22]

 

Od tego momentu broni też prawdy i widzi ogromny sens każdej twórczości. Piętnuje kłamstwo i „jedynie «piękne zdania»”[23], nie zgadza się również na „gmach kultury odartej z wartości duchowych”[24]. Przestrzega poetów przed słabościami:

 

I widzę was, artyści, którzyście zapomnieli,

Że prawda człowieka jest prosta i trzeba wyrażać ją prosto[25].

 

Pisarz nie może sobie pozwolić na odejście od tego, co fundamentalne, prawda w człowieku i o człowieku jest jedynym wyznacznikiem. Bez niej wszystko traci grunt, a wszelka działalność staje się maską i sceną. Zaprzecza mocno nihilizmowi, który głosi „brak celu, sensu, znaczenia i wartości życia”[26], nie zgadza się na pustkę i poddanie człowieka wypadkowości czy przypadkowości bycia:

 

Straszna jest nuda i smutek świata, wyrzekającego się łaski Boga[27].

 

Szczerze sprzeciwia się twórczości pojętej jako „ćwiczenie stylu”[28], broni czystego sumienia i postępowania w zgodzie z sobą, postuluje całkowite odrzucenie kłamstwa, które dręczy i nie pozwala być w pełni człowiekiem, tłumiąc jego godność. Zachęca do spojrzenia z innej perspektywy, widząc w każdym człowieku cząstkę – obecność Boga, co daje możliwość zachwytu nad „nieopowiedzianą łaską grzesznych”[29], bo „cóż by zostało z nas, gdyby odjąć ten głód ugięcia kolan i zachwycenia”[30].

Miłosz, jak pisze Andrzej Franaszek, „dostrzega wokół siebie (a zwłaszcza w sobie!) religijny głód, potrzebę wiary, która często chce doznań zbyt łatwych i szybkich”[31]. Potrzebę dzielenia się własnymi przemyśleniami zaspokoi w Traktacie moralnym, w którym w przenikliwy sposób mówi do czytelnika:

 

Żyjesz tu, teraz. Hic et nunc.

Masz jedno życie. Jeden punkt.

Co zdążysz zrobić, to zostanie[32].

 

Przekonuje o ułudzie troski o przyszłość, zwracając uwagę na teraz, które bezpowrotnie mija, ale jest najważniejsze. Pisze również o dobrym dystansie do wszystkiego, co napisane, oraz dyscyplinie eliminacji, czyli odrzucania tego, co zbędne, niezgodne z przekonaniami i zmysłem moralnym. Kończąc utwór, z właściwym sobie, humorystycznym przekąsem, stwierdza:

 

A ocalenie tylko w tobie.

Jest to po prostu może zdrowie

Umysłu, serca równowaga,

Bo czasem prosty lek pomaga[33].

 

Poeta zdaje się powoli dążyć do odkrycia, że „etyka, wiara i sztuka nie kłócą się ze sobą, lecz dopełniają”[34].

 

Wiara, nadzieja, miłość

 

  W czasie II wojny światowej, w 1943 roku Miłosz pisze Świat. Poema naiwne, które są powrotem do świata wspomnień i ucieczką przed dziejącą się rzeczywistością. Podmiot liryczny na moment staje się małym chłopcem. Istnienie pierwiastka dziecka to gwarancja możliwości zachwytu nad światem, odkrycia szczerego „ja”. Dorosły w pewien sposób traci czystość serca i nie potrafi odbierać rzeczywistości inaczej niż przez pryzmat własnego „chcę, oczekuję, sądzę”. Do tego dochodzi ocenianie, ambicje własne lub narzucone oraz kłamstwa, w które człowiek zdąży uwierzyć, zanim się spostrzeże. Dziecko Miłosza to ta część człowieka, która pragnie miłości, matki i „dymiącej zupy”[35] – poczucia bezpieczeństwa nienazwanego, które się bardziej czuje, niż określa. Powrotu do beztroskiego czasu przestrzeni i przyrody, łagodnie przypominającej o Tym, który ją stworzył, gdy świat był jeszcze tutaj albo tam – pokazywany małym palcem. Okazuje się, że jest to najlepsza cząstka człowieka, ponieważ pozwala na wiarę bez analitycznego zrozumienia, definicji i teorii. Ta właściwość, jeśli zostanie zapomniana, zamyka drogę do poznania Boga.

Trzy najważniejsze teksty tomu – Wiara, Nadzieja i Miłość – są nawiązaniem do tradycji biblijnej i dowodem mądrości autora. Wiara w to, że wszystko, co nas otacza, jest konieczne, bo związane z sensem istnienia, że nie ma niczego, co byłoby tegoż pozbawione, nawet „kamienie są po to, żeby nogi nam raniły”[36]. Poeta przekazuje znaczenie istnienia zła, odkrywa, że wszystko ma swoją drugą stronę – w przyrodzie i ludziach – co jednak nie przesądza o niczym. Do człowieka należy wybór. On nie może zaistnieć bez nadziei. Ostatni z cyklu wierszy – Miłość – mówi o postrzeganiu drugiego człowieka. Odrzucając wszystko to, co negatywne, krytyczne, możemy odkryć miłość do innych. A to nie pozostaje bezowocne. Zmiana jest natychmiastowa – uleczenie serca ze zmartwień i zupełnie nowe spojrzenie na świat, w którym „ptak (…) i drzewo mówią: przyjacielu”[37]. Miłosz odkrywa w sobie cząstkę boskości – miłość i zrozumienie prowadzą do zmiany w postrzeganiu świata i ludzi. Podobne duchowe doświadczenie przekazał w wierszu Dar.

 

Lata 1951-1959

 

  Zerwanie z komunizmem, radykalne odrzucenie kłamstw politycznych, a co za tym idzie, w kolejnych latach prześladowanie, powrót do rodziny, zamieszkiwanie we Francji, a potem w Stanach Zjednoczonych – wszystko to dało mu poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jest na dobrej drodze. Dzięki pobytowi w Berkeley, wykładom i odkryciu pasji nauczyciela mógł pozbyć się toksyn przeszłości. Cieszył się darem spokoju i ciszy rodzinnej. I wciąż powracał myślą do Boga, prosząc Go:

 

Daj mi na nowo wzrok i słuch, ażebym poznał świat i pochwalał piękność Twoich dzieł.

Moja słabość jest niezmierna, w dzień i w nocy pamiętam moje błędy.

Dziękuję Ci za chwile rozpaczy, bo bez nich nie zrozumiałbym, że jestem niczym, jeżeli nie zwracam się do Ciebie.

Chroń mnie od tego, który jest Księciem kłamstwa.

Jego głos jest słodki i przenika we mnie, kiedy mówi o prawdzie, sprawiedliwości i ludzkości.

Jego głos jest twardy i zostawia mnie bezbronnym, kiedy obraca przeciwko mnie swoje szyderstwo.

Mądry i widzący jasno, jałowy na zawsze, wzywa, aby

iść za nim do kresu [?krainy?] wiecznej pustki[38].

 

Człowiek zatruwany systematycznie kłamstwem musi odreagować. Nie istnieje lepszy sposób niż modlitwa i rozmowy o wierze, jakie prowadził w tamtym czasie z Karlem Jaspersem czy Albertem Camusem. Ten ostatni wyznał mu, że jako ateista posyła dzieci do komunii, aby poznały tradycję biblijną[39].

Wielki wpływ na Miłosza wywierali spotykani przez niego ludzie i ich poglądy, jak wspomniany wcześniej Oskar Miłosz. Do nich niezaprzeczalnie należała również Jeanne Hersch. Sam poeta przyznawał, że wiele się od niej nauczył. Niektóre z nauk warto przytoczyć:

 

1. Rozum jest wielkim boskim darem i należy wierzyć w jego zdolność poznania świata.

2. Prawdomówność jest dowodem wolności, a po kłamstwie poznaje się niewolę.

3. Niezależnie od losu wyznań religijnych powinniśmy zachować „wiarę filozoficzną”, czyli wiarę w transcendencję, jako istotną cechę naszego człowieczeństwa.

4. We własnym życiu nie wolno poddawać się rozpaczy z powodu naszych błędów i grzechów, ponieważ przeszłość nie jest zamknięta i otrzymuje sens nadany jej przez nasze późniejsze czyny[40].

 

Berkeley, 1960-1986

 

  Jesienią 1960 roku Miłoszowie przenoszą się do Berkeley, gdzie znajdują wreszcie swoje miejsce – dom oraz stałą pracę. Autor wydaje tom Król Popiel i inne wiersze, w którym pisze:

 

A jeżeli Pascal nie został zbawiony

i te wąskie ręce, w które włożono krzyżyk,

to on, cały, jak nieżywa jaskółka

w pyle, pod brzękiem jadowito błękitnych much?

A jeżeli oni wszyscy, klękający ze złożonymi dłońmi,

Miliony ich, miliardy ich, tam kończyli się, gdzie ich złudzenie?

Nie zgodzę się nigdy. Ja dam im koronę.

Umysł ludzki jest wspaniały, usta potężne

I wezwanie tak wielkie, że musi otworzyć się raj[41].

 

To niebywałe wyznanie zawiera w sobie wielkie napięcie emocjonalne i niezwykłą wiarę w potęgę ludzkiego rozumu. Mamy tu jakby dialog autora ze swoim wewnętrznym ja – wątpiącym. Dwie przeciwstawne siły i racje: myśl niewiary, dająca chwilowe odczucie bezsensowności życia, pozornie powinna prowadzić do rezygnacji, powoduje jednak skutek całkowicie odwrotny. Budzi w Miłoszu mocno zakorzenioną wiarę w człowieka, jego zdolności umysłowe, oraz w moc słowa, zdolną otworzyć nawet bramy nieba. Pisarz często przyznawał, że dostrzega w sobie samym złożenie kilku osobowości, głosów wewnętrznych, które często ujawniają się w wierszach czy wypowiedziach.

W 1965 roku pisze poemat Gucio zaczarowany – chcąc ogarnąć świat z góry, z właściwą sobie pokorą wyznaje, że jego świadomość „nie rozumie zasady węża i drzewa”[42], dlatego „czyta Tomasza z Akwinu albo Śmierć Boga (takie protestanckie dzieło)”[43]. Jednak jego pragnienie Boga jest na tyle silne, że w wierszu Veni creator z tomu Miasto bez imienia zamienia się w modlitwę-prośbę do Ducha Świętego, aby przyszedł i objawił się. Prośba jest uzasadniona zmysłowo – „potrzebuję widzialnych znaków”[44]. Jednak ten argument zostaje zaraz obalony, „ale rozumiem, że znaki mogą być tylko ludzkie”[45]. Prosi więc o postawienie na jego drodze człowieka, w którym będzie mógł dostrzec samego Boga. Nie prosi o to dla siebie (to cecha całej twórczości Miłosza): uznaniu własnej małości towarzyszy niezłomna chęć poznania Go.

Ważnym elementem twórczości Miłosza jest bardzo osobiste wyznawanie własnych słabości. Poetę dręczyły ciągłe wyrzuty sumienia, poczucie „winy i wstydu”[46]. Miał jednak świadomość, jaki był powód owej rozterki:

 

Tak oto uwierzyłem

w Grzech Pierworodny,

który nie jest niczym innym

niż pierwszym zwycięstwem ego[47].

 

Dokonał też odkrycia i wyznał adresatowi listu – Radży, że potrzebny mu był Bóg, który kocha i rozumie słabości, pochyla się nad człowiekiem zranionym. Dlatego nieobce były mu modlitwa o przyjście Królestwa, walka i samolubna samo-nienawiść[48].

W czasie choroby żony Czesław Miłosz będzie częstym gościem, a nawet dobrym przyjacielem Boga. Szuka u Niego pomocy i przygnieciony ciężarem cierpienia gorliwie modli się, podobnie jak Hiob, który pytał: „Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Dlaczego zła przyjąć nie możemy?”[49]. Poeta napisze: „Gorzko Boga w nieszczęściu chwalić, myśląc, że nie uratował, chociaż mógł”[50] – o chorobie swojego syna i żony. Uparcie i wytrwale jest wierny tej drodze. W miejscowości Pornic nad Atlantykiem zachwyca się kościołem Madonny Ocalenia i z pokorną szczerością pisze:

 

Zaiste, ocean czyni z nas to, czym jesteśmy naprawdę:

Dziećmi mającymi przez chwilę mądrość kapitanów[51].

 

Rachunek sumienia i oswajanie siebie słabszego niż zwykle znajdą upust w gorliwości tłumacza Księgi Mądrości, Psalmów oraz Księgi Hioba. Przemyślenia na temat biblijnych stron zawarł poeta w wersach choćby Lektury[52] zachęcającej do czytania Ewangelii w oryginale. Fascynacja Biblią ujawnia się jednak przede wszystkim w odkryciu, że tamte wydarzenia działy się zaledwie wczoraj, a dziś znaczą to samo i trwają nadal. U Miłosza czas jest pojmowany w dwojaki sposób, metafizycznie i linearnie: „wieczna chwila to jedna z wielu ziemskich chwil, jest wieczna, ale jednocześnie” trwa tutaj, jest elementem tego świata. . Według pisarza człowiek naturalnie pragnie Boga, ponieważ instynktownie wyczuwa, że tylko takie poznanie pozwoli znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania. Bez Niego świat pogrąża się w rozpaczy. Wiersz Oeconomia divina można zinterpretować pod kątem odczuwania potrzeby Absolutu. Najbardziej dotkliwie Stwórca pokazuje ludziom, jak są zależni od prawdy, gdy „im pozostawia wnioski i nie mówi nic”[53]. Później autor rozpaczliwie zaapeluje do swoich braci w człowieczeństwie:

 

Błagajmy, niech będzie nam wrócona

Druga przestrzeń[54].

 

Dar starości

 

  Pisarz, dążąc do scalenia przemyśleń, zawiera je w jednym utworze, będącym podsumowaniem dorobku albo jego próbą. W 2001 roku powstaje Traktat teologiczny. Oto, jak Miłosz uzasadnia jego napisanie:

 

Dlaczego teologia? Bo pierwsze ma być pierwsze. A tym jest pojęcie prawdy[55].

 

Podbną myśl św. Augustyn ujął: „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu”[56]. Miłosz zwierza się ze swojego stanu duchowego, za jedyny cel stawia sobie zbawienie. Są to przemyślenia doświadczonego człowieka, wyraz wdzięczności usytuowany w poezji, swoista spowiedź z lat młodzieńczego buntu i „samolubnej pychy”[57]. Pisarz wyznaje, że nie posiadł prawdy w pełni, a wiedza teologiczna była dla niego niejasna. Żywi głębokie przekonanie, że nie zrozumiał wszystkiego. Choć Traktat ma dość smutny ton, poeta stwierdza w jego ostatnich wersach, że nadal pozostanie wierny:

 

W pewnej odległości postępuję za Tobą, wstydząc się podejść bliżej[58].

 

Miłosz niezwykle wytrwale podejmował próby wyjaśnienia potomnym sensu jednoczesnego istnienia dobra i zła. Dzięki temu współistnieniu potrafimy odróżniać jedno od drugiego, prawdę od imitacji, wiarę od niewiary:

 

Niebyt się szerzy i spopiela obszary bytu

Strojąc się w barwy i kształty, które udają istnienie[59].

 

Wiersze napisane pod koniec życia stanowią ostatnie akordy życiowej podróży, w której pragnienie Boga odgrywało tak istotną rolę. Powstaje wówczas między innymi wiersz-prośba Niebo do „Niewypowiedzianego, naszego Ojca w niebie”[60] o wybaczenie tego, że „igrał z prawami świata”[61]. Ostatnim przytoczonym tekstem będzie Dziękczynny:

 

Obdarowałeś mnie, Boże – czarodzieju.

Wdzięczny Tobie jestem za dobre i złe.

W każdej rzeczy na ziemi światłość wiekuista

Jak teraz, tak i w dzień po mojej śmierci[62].

 

Zakończenie

 

  Tamara i Leszek Kołakowscy tak wspominają wspólne spotkania:

 

O czymkolwiek Miłosz mówił, czy były to sprawy błahe i pozornie nieznaczące, czy uwagi humorystyczne i cyniczne, my, rozmówcy Jego, wiedzieliśmy, że za Jego słowami skrywają się pomyślenia albo dręczące przeczucia spraw wiecznych i najważniejszych. Dlatego rozmowa z Miłoszem nigdy nie była banalna, choćby te sprawy wieczne nie były w niej wprost poruszone[63].

 

U Miłosza poznanie dokonuje się skrajnie zmysłowo, jednak zmysły nie są jedynymi narzędziami używanymi podczas tego procesu. Metodą stosowaną przez poetę jest docieranie do prawdy poprzez dyskurs z samym sobą, refleksja nad kondycją i sensem istnienia człowieka, świata w ujęciu społecznym oraz rozważanie problemu dobra i zła w naturze. Ważną rolę odgrywa intuicja. Jak mówi Leszek Kołakowski:

 

Nieważny jest rodzaj absolutu epistemologicznego, jaki się przyjmuje (cogito, objawienie, czyste fenomeny, wrażenia zmysłowe, świat życia codziennego), aby ogarnąć totalność ludzkiego doświadczenia świata. Ważna jest chęć docierania do głębi „wszystkich światów”, znamionująca odwieczne pragnienie ludzkie – poszukiwania i poznania prawdy[64].

 

Miłosz nie znalazł wyczerpujących odpowiedzi na stawiane sobie pytania ani w filozofii, ani w żadnej innej dziedzinie nauki. Mimo braku argumentów rozumowych zdecydował się iść w stronę wiary, przekraczającej możliwości umysłu. Nie odrzucał przy tym innych, pozachrześcijańskich wyjaśnień.

Pragnienie Boga w twórczości i życiu Czesława Miłosza jest niezwykle inspirujące. Imponuje wysiłek dotarcia do prawdy, konsekwentna wiara mimo upadków, zwątpień i doświadczeń. Parafrazując słowa Edyty Stein, można powiedzieć, że życie Miłosza była to długa i ciemna droga; kamienista i twarda, często opuszczały go siły. Czytając jednak biografię poety, odnoszę nieodparte wrażenie, że Bóg był tuż obok, a Miłosz zostawił nam na zawsze  żarliwość ludzkiego pragnienia Boga.

 

 

Pierwodruk: Miłosz. Dyskursy. Pod red. Marka Bernackiego i Angeliki Matuszek. Wyd. Naukowe Akademii Techniczno-Humanistyczej, Biesko-Biała 2016.

 

 


[1] Z. Zarębianka, Wtajemniczenia (w) Miłosza, Kraków 2014, s. 178.

[2] C. Miłosz, Dolina Issy, Kraków 1998, s. 251.

[3] C. Miłosz, Rodzinna Europa, Kraków 2001, s. 100.

[4] L. Vallee, Kochaj dzikiego łabędzia, tłum. M. Heydel, „Tygodnik Powszechny” 2001, nr 26.

[5] C. Miłosz, Wiersze ostatnie, Kraków 2006, s. 8.

[6] C. Miłosz, Dolina Issy, Kraków 1998, s. 226.

[7] A. Franaszek, Miłosz: biografia, Kraków 2011, s. 40.

[8] Ibidem, s. 40.

[9] Biblia Tysiąclecia, Nowy Testament, Mt 13, 39, Poznań 1987.

[10] C. Miłosz, Metafizyczna pauza, Kraków 1989, s. 36.

[11] Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, s. 20.

[12] C. Miłosz, Rodzinna Europa, Kraków 2001, s. 94.

[13] C. Miłosz, Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada, w: tegoż, Wiersze, Kraków 1993, t. 3, s. 291.

[14] J. Szymik, Poezja jako traktat teologiczny, „Więź” 2001, nr 8.

[15] Ibidem.

[16] C. Miłosz, Pieśń Levallois, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 1, s. 125.

[17] M. Bernacki, Czeladnik i mistrz: Czesława Miłosza spotkania z Oskarem Władysławem Miłoszem, „Postscriptum Polonistyczne” 2011, nr 2(8), s. 191.

[18] Cz. Miłosz: Wiersze wszystkie, Wyd. Znak, Kraków 2011, s. 1277..

[19] C. Miłosz, Tajemnica Miguela Mañary, „Pion” 1938, nr 17, s. 2.

[20] C. Miłosz, Ksiądz Ch., po latach, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 3, s. 190-191.

[21] I. Adamska, Dar, wezwanie, obietnica, Kraków 2002, s. 24.

[22] C. Miłosz, Ksiądz Ch. …, op. cit., s. 194.

[23] S. Bereś, Ostatnia wileńska plejada: szkice o poezji kręgu Żagarów, Warszawa 1990, s. 270.

[24] Ibidem.

[25] A. Franaszek, op. cit., s. 279. Cz. Miłosz, niewydany wiersz z 1937 roku, Beincke Library.

[26] Nihilizm, pl.wikipedia.org/wiki/Nihilizm.

[27] C. Miłosz, Przygody młodego umysłu, Kraków 2003, s. 182.

[28] A. Franaszek, op. cit., s. 279.

[29] C. Miłosz, Brama wieczoru, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 1, s. 112.

[30] Ibidem, s. 112.

[31] A. Franaszek, op. cit., s. 279.

[32] C. Miłosz, Traktat moralny, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 1, s. 287.

[33] Ibidem, s. 296.

[34] A. Franaszek, op. cit., s. 279.

[35] C. Miłosz, Jadalnia, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 1, s. 175.

[36] C. Miłosz, Wiara, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 1, s. 179.

[37] C. Miłosz, Miłość, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 1, s. 180.

[38] A. Franaszek, Miłosz…, op. cit., s. 497. Cz. Miłosz, niedokończony wiersz „Daj mi na nowo”, Beincke Library.

[39] A. Franaszek, Miłosz…, op. cit., s. 496.

[40] C. Miłosz, Czego nauczyłem się od Jeanne Hersch, w: tegoż, O podróżach w czasie, Kraków 2004, s. 159.

[41] C. Miłosz, Po ziemi naszej, w: tegoż: Wiersze wszystkie, Kraków 2011, s. 511.

[42] Por. C. Miłosz, Wiersze wszystkie, op. cit., s. 522.

[43] C. Miłosz, Dużo śpię, w: tegoż: Wiersze wszystkie, op. cit., s. 537.

[44] C. Miłosz, Veni creator, w: tegoż: Wiersze wszystkie, op. cit., s. 563.

[45] Ibidem.

[46] C. Miłosz, List, w: tegoż, Wiersze wszystkie, op. cit., s. 599.

[47] Ibidem, s. 600.

[48] Por. ibidem, s. 599.

[49] Biblia Tysiąclecia, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Stary Testament, Ks. Hioba 2, 10, Poznań 1987.

[50] C. Miłosz, Przed Majestatem, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 3, s. 39.

[51] C. Miłosz, Kroniki miasta Pornic, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 2, s. 113.

[52] Jeden z wierszy C. Miłosza zachęcający do czytania w oryginalnych językach.

[53] C. Miłosz, Oeconomia divina, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 2, s. 224.

[54] C. Miłosz, Druga przestrzeń, w: tegoż, Wiersze wszystkie, op. cit., 1217. s. …..

[55] C. Miłosz, Traktat teologiczny, „Kontrapunkt” 2001, nr 11-12.

[56] http://encyklopediaksiazek.cba.pl/Wiki/index.Św.Augustyn.

[57] C. Miłosz, Odległość, w: tegoż, Wiersze, op. cit., s. 44. .

[58] C. Miłosz, Odległość, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 3. s. 44.

[59] C. Miłosz, Poznanie dobra i zła, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 3. s. 135-136.

[60] C. Miłosz, Niebo, w: tegoż, Ostatnie wiersze, Kraków 2006, s. 69.

[61] C. Miłosz, Jak mogłem, w: tegoż, Ostatnie wiersze, op. cit., s. 67.

[62] C. Miłosz, Dziękczynny, w: tegoż, Wiersze, op. cit., t. 3., s. 236.

[63] T. Kołakowska, L. Kołakowski, Rozmowy, w: Obecność: wspomnienia o Czesławie Miłoszu, red. A. Romaniuk, Warszawa 2013, s. 156.

[64] A. Grzegorczyk, Blask prawdy, w: E. Stein, Byt skończony a byt wieczny, Kraków 1995.

05 kwietnia 2016