Copyrights Krystyna Hoła 2016                          Created by 2Sides with WebWave CMS

artykuły

strona główna

o mnie

kontakt

wydania

wiersze

krystynahola.pl

Człowiek zmartwychwstały.

 

      Wiara jest łaską Boga. Warto o nią się modlić. Pokazywać Ojcu, swoimi wyborami i postawą życiową, że Jest kochany. Człowiek zaczyna wierzyć wtedy, kiedy widzi rzeczywistość oczyma Boga. Gdy zapożycza wzrok od Boga, przejmuje Jego widzenie[1].

 

      Największy błąd człowieka i pułapka szatana brzmi: może później, jeszcze nie teraz, poczekaj Boże. Gdyby ludzie wiedzieli jakie szczęście płynie z poznania, jaka radość i spokój, zrobiliby wszystko by wierzyć.

 

      Gdy poznaje się Boga, a właściwie gdy Bóg daje tą łaskę, widzi się w pewnym sensie tak, jak On patrzy. Widzi się także siebie z wszystkimi wadami. Dlatego wierzący zachowuje się jak szaleniec, bo kocha i wie już a nawet czuje, że jest kochany. Zakochany chce zrobić wszystko dla Tego, kogo kocha:

 

„Kto jest naprawdę zakochany, odrywa się natychmiast od wszystkiego innego, by jeszcze więcej pozyskać”[2] (PD 29,10).

 

      Rezygnuje z wielu rzeczy, chce naprawić siebie, podobnie jak w zakochaniu między ludźmi. Jednak w tym wypadku rzecz jest o tysiąckroć głębsza – Bóg kocha doskonale, porywa miłością, która jest wieczna. To przewrót totalny. Rewolucja w życiu. Nie ma większego szczęścia. Na tym polega mądrość. Tutaj kończy się religijność a zaczyna wiara, która jest nieustannym doświadczaniem. Nazywamy to nawróceniem, ponownym, duchowym narodzeniem, „nowy człowiek żyje chwałą rezurekcyjną”[3].

 

    W innym wypadku nie potrafimy siebie ocenić, nie wiemy co robimy źle. Przykładowo ktoś, kto jest chciwy, ale tą swoją wadę widzi jako oszczędność, ma zasłonięte oczy, nie żyje prawdą, nic nie rozumie. W spowiedzi może nawet powiedzieć, że jest rozrzutny a prawda jest zupełnie inna.

 

      Dzięki tej odczuwalnej bliskości rodzi się też całkowite zaufanie Bogu. Przykazania nie są już nakazami, ale przestrogami. Stają się wyznacznikami do szczęścia. To dziecięce posłuszeństwo sprawia proste życie, jednoznaczność w myśleniu i czynach a także zupełne zaufanie Bogu, a nie sobie.

 

    Człowiek zauważa też niezwykłą rzecz. Nie jest wolny. Wszystko, co nieuporządkowane wewnętrznie stoi mu na drodze do Niego. Dlatego chce zmienić siebie, pracując z łaską Boga. Chce patrzeć na świat zgodnie z prawdą. Dostrzega nagle, że rzeczy materialne nie mają większej wartości, ale to człowiek ma swoją niezwykłą, cenną i wieczną wartość a najważniejsze to bycie jak najbliżej Boga. To zupełna zmiana myślenia i odbierania świata w porównaniu do wcześniejszych poglądów:

 

„Muszę się uwolnić od przywiązania do posiadanych rzeczy. Nie jestem ich własnością i nie mają one nade mną władzy. Nie do mnie też należą”[4].

 

I nie znaczy to, że nie można czegoś posiadać, tylko trzeba do tego zmienić stosunek.

 

      Rachunek sumienia nie jest już związany ze strachem, ale chęcią bycia jak najbliżej Boga. Dzięki niemu odkrywamy, że to nie tylko wnętrze nam wyrzuca, ale sam Bóg, który porusza nas i prowadzi. To także odarcie z iluzji i wejście w Boży świat, gdzie spełnia się całkowicie nadzieja. I to jest życie prawdziwe, bez oszukiwania siebie, gdzie najważniejsze jest tu i teraz. Przeszłość jest zamknięta a przyszłość tworzy Bóg. To wdzięczność, bycie w Bogu i z Bogiem oraz akceptacja siebie. To także kontrolowanie i oczyszczanie intencji serca. Źle uformowane sumienie to dręczenie siebie lub lekceważenie (wszyscy tak robią). Jeśli patrzę ze wstydem lub lękiem na wyznane już grzechy, to nie znam siły przebaczenia i miłości. Nie znam Boga.

 

 Na każdy grzech jest przeciwna cnota, która pomaga w walce:

pycha – pokora

chciwość – hojność, nieprzywiązanie

nieczystość – czystość, szacunek do siebie i innych

zazdrość – życzliwość

nieumiarkowanie – powściągliwość

gniew – cierpliwość, wyrozumiałość

lenistwo – pracowitość.

 

      Trzeba starać się zaprzeczać sobie, aby wraz z łaską Bożą dokonywała się zmiana. Grzech, z którym się rodzimy to nastawienie na pożądanie, które jeśli nie będzie w odpowiednim czasie uchwycone, doprowadzi człowieka do śmierci duchowej, ponieważ będzie przekraczał granice, tzn. dokonywał złych, egoistycznych wyborów co doprowadzi go do zniekształcenia myślenia i osądu. To brak poczucia własnej wartości, sensu życia i źle rozumiana miłość, jako raczej spełnianie własnych zachcianek i pożądliwości (pieniędzy, miłości fizycznej, zazdrość o dobra itd.) To sprawia, że źle rozumiemy i patrzymy na siebie nawzajem. Pycha chce kontrolować i panować, chciwość poszukuje wartości materialnych, nieczystość to zakamuflowana miłość niespełniona, zazdrość chce wyrwać innym dobra, lenistwo posługuje się innymi. Każdy grzech sprawia, że traktuje się ludzi jako narzędzia i nie patrzy na ich godność.

 

      Zobaczenie siebie takim, jakim jest się naprawdę powoduje chęć powrotu do Boga, która jest nie do zatrzymania. Trzeba jednak pamiętać o wrogu. Po decyzji pracy z łaską, natychmiast zjawią się demony. To stara zasada duchowa. W taki sposób działa zły, chce odebrać spokój, zwłaszcza wtedy, gdy ma się wydarzyć coś wielkiego, mąci, wyolbrzymia, robi dużo hałasu, budzi zamęt i strach, oskarża, dzieli, skłóca zarówno wewnętrznie poprzez uczucia i myśli jak zewnętrznie posługując się ludźmi, którzy są daleko od wiary, aby odwieść nas od zamiaru, wprowadzić chaos i wątpliwości. Kto nie służy Bogu, służy diabłu. Tak naprawdę człowiek, który o tym wie, patrzy na niego jak na potępionego już stwora, który wprawdzie pokąsa, ale to wszystko. Jest dawno pokonany. Nie można wierzyć w jego teatr wyobraźni, trzeba badać emocje i myśli.

 

„Jezus uczy nas, że siła, manipulacja i naciski to cechy charakterystyczne dla działania szatana i jego wpływów”[5].

 

     Wierzącego nie cieszy już świat, co również jest łaską. Chce raczej więcej Boga, to dzieje się wewnętrznie, duchowo. Pragnie ciszy i wycofania, skupienia, milczenia, spokoju, by wsłuchać się w Boga. Nie ma większego szczęścia. To jest jak przebywanie w sercu z Ukochanym, spotkanie, które się nie kończy, miłość całkowita i wieczna. Tu już nie ma słowa nuda.

 

      Nagle okazuje się, że cokolwiek robimy, trwamy w przestrzeni duchowej i obecności Bożej. Nie ma rzeczy i spraw, nawet jednej myśli człowieka, której nie znałby Bóg. Dlatego rodzi się też uważność na to, co się czyni i jakich decyzji dokonuje. Modląc się gdziekolwiek, nawet na zakupach czy spacerze przynosimy obecność Bożą. Zaczynamy służyć Jemu, czyli pokazywać innym naszą zmianę, żeby przekonać ich, że Bóg istnieje i czeka na każdego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Abp Grzegorz Ryś: Moment, który przeżywamy to nie epidemia, to droga do odnowienia naszego chrztu, https://www.youtube.com/watch?v=ZQ7QX4-gsqs, dostęp 11.04.2020r.

[2] Św. Jan od Krzyża: Dzieła, Wyd. Karmelitów Bosych, Kraków 2010, str. 810.

[3] Marian Zawada OCD: Narodziny z Boga. Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2004, str. 100.

[4] Sonja Corbitt: Uwolniona. Jak przyjąć wszystko, co Duch Święty chce ci dać. Wydawnictwo Zacheusz, Cieszyn 2017, str. 21.

[5] Sonja Corbitt: Uwolniona…, op. cit., str. 46.

 

12 kwietnia 2020